🇦🇼 Aruba 🇦🇼 to niewielki, bo zaledwie niecałe 179 km², autonomiczny kraj wchodzący w skład Królestwa Niderlandów. Wyspa położona jest zaledwie 25 km na północ od wybrzeża Wenezueli.
W październiku 2010 roku nastąpiła reforma konstytucyjna, w wyniku której Antyle Holenderskie zostały rozwiązane. Obecnie Królestwo Niderlandów składa się z czterech państw autonomicznych: Niderlandów, Aruby, Curaçao i Sint Maarten oraz trzech specjalnych gmin, zwanych Karaibskimi Niderlandami (BES): Bonaire, Sint Eustatius i Saba. Każde z tych terytoriów ma własne rządy i parlamenty.
Aruba jest terytorium zamorskim Unii Europejskiej, ale nie należy do samej UE, strefy Schengen, ani unii VAT czy celnej. W związku z tym polscy podróżni potrzebują paszportu, aby odwiedzić wyspę. Oficjalnymi językami są niderlandzki i papiamento, a walutą – florin arubański, choć bez problemu można płacić dolarami amerykańskimi.
Palm Beach – serce turystyki na Arubie
Aruba jest znacznie bardziej skomercjalizowana niż pozostałe wyspy ABC, a szczególnie rejon Palm Beach jest bardzo amerykański i pełen turystów z USA. Jak powiedział mi taksówkarz: „kto przynosi pieniądze, pod tego się dostosowujemy”. Mimo to, cała wyspa jest zadbana, ma dobrą komunikację miejską i wiele atrakcji. Aby poczuć bardziej lokalny klimat, trzeba trochę poszukać i opuścić główne kurorty.
Palm Beach to przede wszystkim ogromne resorty all-inclusive i hotele należące do międzynarodowych sieci, w tym dobre 5-gwiazdkowe obiekty, usytuowane przy jednej z najpiękniejszych plaż wyspy oraz przy nadmorskim bulwarze. To miejsce dla osób, które chcą wypocząć komfortowo i luksusowo, korzystając z szerokiej oferty rozrywek, restauracji i sportów wodnych, choć trzeba liczyć się z wyższymi cenami niż na Curaçao czy Bonaire. Jednocześnie, mimo komercyjnego charakteru, wciąż można znaleźć spokój i piękne widoki, jeśli wybierze się odpowiednie miejsce lub spacer poza głównym pasem turystycznym.
Podczas pobytu na Arubie zatrzymałam się w Hilton Aruba Caribbean Resort & Casino, położonym przy słynnej plaży Palm Beach. Hotel jest dość duży, taki klasyczny resort. Do dyspozycji gości są dwa baseny otoczone palmami oraz ogrody w karaibskim stylu, co stanowi ładne otoczenie do wypoczynku. Dużym plusem jest bezpośredni dostęp do plaży, ale leżaki i parasole na plaży dodatkowo płatne. Pokoje i standard hotelu są raczej komfortowe i typowe jak na resort tej klasy, ale bez szczególnych „wow”, więc jeśli ktoś oczekuje bardzo luksusowych wnętrz to nie tutaj.
W hotelu działają kilka restauracji i barów. Ja wykupiłam tylko śniadania, były w bufetowej formie, resztę chciałam, jak zawsze próbować w okolicy.
To miejsce sprawdzi się przede wszystkim dla osób szukających komfortu, ładnej plaży i basenów w sercu turystycznej części wyspy, z łatwym dostępem do atrakcji Palm Beach. Jeśli ktoś lubi typowe resorty, będzie zadowolony. Ja wybrałam ten hotel ze względu na bliskość plaży, położenie i piękne otoczenie – chciałam po prostu wypocząć w takim klimacie i był to dobry wybór. Natomiast jedzenie i pokoje to klasyka hoteli tego typu – komfortowe, ale bez zaskoczeń.











Co robić na Arubie poza hotelem?
Oprócz relaksu w hotelu warto też aktywnie odkrywać wyspę. Można na przykład wypożyczyć samochód i objechać Arubę – to świetny sposób, żeby zobaczyć najpiękniejsze plaże, malownicze klify i ukryte zakątki, do których nie docierają wycieczki zorganizowane. Kolejną atrakcją jest snorkeling – w wodach wokół wyspy kryją się kolorowe rafy koralowe, tropikalne ryby i wraki statków.
Dla osób szukających lokalnego klimatu świetnym pomysłem jest spacer po mniejszych miejscowościach i targach, gdzie poczujecie prawdziwy rytm życia wyspy.
Jeśli macie ochotę na trochę przygody, polecam też wybrać się na krótkie wędrówki w naturalnych rezerwatach lub na punkty widokowe, skąd roztaczają się niesamowite panoramy wybrzeża i pustynnych krajobrazów Aruby.
Więcej we wpisie tutaj,



Jak dolecieć na Arubę i ile spędzić tu dni?
Aruba to niewielka wyspa, idealna na wypoczynek w hotelu. Nie oszukujmy się – tu nie ma zbyt wielu atrakcji do zwiedzania poza plażami i naturą, więc jeśli ktoś, tak jak ja, woli aktywnie odkrywać miejsca, może się tu nudzić. Ja spędziłam tu pięć dni i szczerze mówiąc, było to dla mnie za długo. Całą wyspę można objechać w jeden dzień, a resztę czasu przeznaczyć na plażowy relaks. Dla mnie taki wypoczynek to maksymalnie jeden dzień, więc gdybym miała wybierać, Aruba byłaby idealna na 2–3 dni – wystarcza, aby zarówno poleżeć, jak i trochę zwiedzić.
Jeśli jednak ktoś przyjeżdża wyłącznie po to, by odpocząć, wyspa oferuje wszystko, czego dusza zapragnie – piękne plaże, luksusowe hotele i spokój. W takim przypadku można zostać nawet tydzień lub dwa, w zależności od tego, jak bardzo chce się zrelaksować.
Na Arubę można dolecieć KLM-em lub Air France z przesiadką w Amsterdamie albo skorzystać z lotów czarterowych TUI z Amsterdamu, które często można znaleźć w bardzo dobrych cenach.